tajemnicebogow@wp.pl


VOODOO

Voodoo, czyli wudu, oznacza religię, zwyczaje rytualne, taniec i w ogóle styl życia prawie 90 procent ludności Haiti. Magicznym obrzędom, zaklęciom i opętaniom towarzyszą jednocześnie znaki krzyża, wzywanie imion świętych Kościoła i ceremonie znane każdemu katolikowi. Praktykujący wudu uważają się za katolików. Twierdzą, że katolicyzm jest warunkiem bycia prawdziwym wyznawcą tego kultu.

Haiti, wyspę w basenie Morza Karaibskiego, zamieszkuje dzisiaj około 90 procent Murzynów i 9 procent Mulatów. Przodkowie wielu z nich przypływali z Afryki już od początku XVI wieku wraz z wielkimi transportami niewolników. Hiszpanie, a od końca XVIII wieku Francuzi, najchętniej kupowali niewolników pochodzenia dahomejskiego (dzisiejszy Benin w Afryce Zachodniej). Niewolnicy zajęli miejsce wymordowanej ludności indiańskiej. Byli niezbędni do pracy na plantacjach trzciny cukrowej. Wielu z nich pochodziło z murzyńskich plemion Fon i Joruba, a w XVIII wieku z plemion Konga. W nowy świat Ameryki, organizowany przez katolickich plantatorów, wchodził żywioł afrykańskich religii i obyczajów czarnej większości. Spojrzenie białych ludzi na czarnoskórych przybyszów było zazwyczaj jednoznaczne. Czarny reprezentował siłę fizyczna, która przynosiła zyski, lecz mogła być także groźna. Ochrzczony, a więc „oswojony" niewolnik przypominał człowieka (od 1664 roku istniał obowiązek chrzczenia i katechizowania niewolników, lecz praktyka nauczania ich należała do wyjątków). Praca i tylko praca - sądzili plantatorzy pozwoli utrzymać niewolników w karności i przyspieszy proces zapominania o dawnej ziemi, wiosce i zabobonach.

Spojrzenie niewolników było zupełnie inne. Biały człowiek rozkazuje przyrodzie i ma potężną siłę. Nie boi się duchów, a jego duchy, loa, przynoszą szczęście. Najwyższy bóg Mawu - z czasem nazwany francuskim imieniem Bon-Dieu jest władcą całego świata, życzliwym białemu człowiekowi. Bóstwo przeznaczenia Fa wyznacza miejsce w świecie. Jeśli przyjmę chrzest myślał niewolnik przyjmę miejsce w świecie białych ludzi. Chrzest jest tajemniczą, życiodajną wodą, która magicznie przemienia świat. Niewolnik zauważył, że biały pan po chrzcie jest wobec niego inny - lepszy; nawet daje prezenty. Chrzest przywracał deptaną godność. Świat człowieka czarnego wzbogacał się o nowe rytuały katolickie, dziwne (zazwyczaj francuskie) słowa mające moc, piękne przedmioty, wśród których krzyż zajmował miejsce centralne. Ale ten sam świat nie przestał być pełen duchów, które są armią Bon-Dieu. Boski wąż Dambala wciąż przecież istnieje: ukrywa się pod imieniem świętego Patryka. Czarnoskóry wierzył także, że może wezwać umarłych, którzy pomogą mu w monotonnej pracy na polu - umarłych bez dusz, zombi. Z jednej strony zombi są bezdusznymi niewolnikami niewolników, a z drugiej strony mogą być duchami pozbawionymi ciała, które, jak potężne moce, oddziałują magicznie.

Współcześni badacze przypuszczają, że kult wudu wyłonił się przede wszystkim z rytuałów nocnych tańców zwanych calendas. Mimo zakazów (karano też plantatorów, którzy na to pozwalali) przetrwały w ukryciu. Taniec, śpiew, rytuał, stały się spoiwem chroniącym tożsamość czarnoskórych niewolników, podtrzymującym ich godność, oraz siłą napędową, która na Haiti wywołała powstania w roku I758 i 1790.

Zniesienie niewolnictwa w 1793 roku ostatecznie doprowadziło do zerwania kontaktów z Afryką. Haiti proklamowało niepodległość w 1804 roku. To oficjalnie do dziś państwo katolickie miało wielu prezydentów bodących cichymi sympatykami wudu. Niektórzy z nich, jak Daumasais Estime (1946-1950) i François Duvalier (1957-1971), weszli w otwarty konflikt z władzami Kościoła.

Prawdziwy wyznawca wudu ma dzisiaj obowiązek stać się katolikiem i spełniać wszystkie katolickie praktyki, choć zarazem jest wtajemniczany jakby innym "kanałem" w misteria wudu. Rytuały katolickie otrzymują teologię afrykańską. Na przykład po poświęceniu kościoła na sposób katolicki następuje część dodatkowa - złożenie ofiary ze zwierzęcia i wprowadzenie ducha, loa do świątyni.

Praktyka kontaktu z loa jest rdzeniem religii wudu. Sama nazwa wudu znaczy "duch", „boskość" w języku ludności afrykańskiego Beninu. Świat jest pełen duchów powie i dziś wyznawca wudu z Haiti. Należy przed nimi chronić się, wykorzystywać je i słuchać, ale też i wznosić modły, aby przebłagać ich gniew. Dlatego kapłan (houngan, papaloa) albo kapłanka (mambo, mamaloa) noszą grzechotki, które łagodzą kapryśną naturę duchów. Mężczyźni i kobiety wtajemniczeni w religię (hounsi) przygotowują uczty ku czci duchów przodków, którym składa się ofiarę z zebranych płodów rolnych, pielęgnują cmentarze i święte drzewa. Ceremonie zwykle odbywają się na cmentarzach wokół krzyża miejsca najświętszego. Pod nim zapala się lampy, składa jedzenie, uprawomocnia przysięgi, leczy chorych. Krzyż to Baron Samedi - władca zmarłych, utożsamiany z Jezusem.

Najdoskonalszą formą kontaktu z duchami jest opętanie. Ma ono charakter czasowy: dochodzi do niego podczas ekstatycznego tańca w rytm dynamicznie uderzanych bębnów. Każdy człowiek - uczy filozofia wudu - ma przynajmniej dwie dusze. Jedna z nich, gro bonans ("wielki anioł stróż"), jest podczas nawiedzenia przez obcego ducha usunięta. Jej miejsce zajmuje pożądany, dobry duch. Opętany (czofe) staje się medium, przez które wspólnota otrzymuje rady od ducha; zdarzają się też uzdrowienia. Gro bonans, który opuścił ciało, siada nad wodami; będzie później przyzywany do powrotu.

Wtajemniczony kapłan wudu jest często jakby oficjalnym przedstawicielem Kościoła, père save, sprawującym nierzadko ceremonie zarezerwowane tylko dla kleru. Zawsze istotą ceremonii jest połączenie z jakimś loa, duchem, co poprzedzają modlitwy Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario, hymn do Ducha Świętego, kropienie wodą święconą.

Próba zjednania sobie loa może wiązać się z czasowym wyrzeczeniem się przyjemności albo pielgrzymowaniem do miejsc cudownych. Owe miejsca są najczęściej związane z wodą, nad którą odprawia się szereg rytuałów, jak wzywanie zmarłego albo dające szczęście kąpiele w dniu Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy.

Kult duchów łączy się zarazem z kultem świętych sprzyjającym rozwojowi wudu. W Ameryce Północnej, która jest w większości protestancka, wudu właściwie się nie przyjęło (protestantyzm nie uznaje kultu świętych). Dopiero w XX wieku przynieśli je ze sobą na ten kontynent emigranci z Haiti.
Artykuł pochodzi z: Religie i mity - religie dawne i współczesne

Powrót do: Afroameryka



Stronę zaprojektował Ladien. Wszystkie prawa zastrzeżone.
W razie pytań proszę o kontakt pod adresem e-mail: tajemnicebogow@wp.pl